Gorący punkt w mieście…

Już dawno temu prasa lokalna donosiła o niezwykłym wydarzeniu. Urząd Miasta zdecydował się uszczęśliwić mieszkańców Pułtuska bardzo ciekawą i - według mnie - niezmiernie ważną inicjatywą. Otóż zdecydowano się na uruchomienie bezprzewodowego dostępu do Internetu. Darmowego - dodajmy.

Darmowy nie oznacza jednak ogólnodostępny. A w każdym bądź razie nie “wszedąbylski”… Zasięg takiej darmowej sieci jest bardzo ograniczony - w sensie terytorialnym a nie czasowym, oczywiście (choć różnie to bywa). Mozliwości sprzętu dają teoretyczną możliwość przesyłania sygnału na dość znaczne odległości, jednak ideą HotSpotów jest udostępnianie zasobów sieci w jakimś konkretnym miejscu (hotel, kawiarnia, salon itp…) więc na znacznym rozszerzeniu zasięgu mocno usługodawcy nie zależy.

Ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Jest to jest i chwała komuś za to. Bo mogło przecież nie być… Postanowiłem sprawdzić jak to jest z tym naszym PDDDI. Czyli Pułtuskim Darmowym Dostępem Do Internetu… ;-) Niestety, nie posiadam nic przenośnego, co można skonfigurować do połączenia z siecią bezprzewodową, więc zapożyczyłem się u kolegi. Cały wieczór zajęło mi przygotowywanie pożyczonego laptopa do testów - ściągnąłem najnowsze sterowniki, normalną przeglądarkę (Firefox 3.0 oczywiście ;-) ), bo jakoś do badzIEwia nie mam zaufania, wywaliłem wszelkie złośliwe oprogramowanie - a trochę tego było - i niepotrzebne pliki, zaktualizowałem system. Czyli SP3 do WinXP… Jakoś koledze trzeba się było odwdzięczyć za użyczenie lapka, nie..? :-) No i naładowałem solidnie akumulatorki. Żeby po 10 minutach nie zobaczyć tylko czarnego wyświetlacza…

Ruszyłem przed południem. Żeby na największy gorąc wrócić do domku. Stanąłem na środku rynku i zacząłem szukać miejsca, gdzie mógłbym wygodnie usiąść i zacząć rozkoszować się osiągnięciami technologicznymi ludzkości… O, jest jakaś ławka przy wieży ratuszowej, nawet dwie… niestety, zajęte. Mocno zmęczeni panowie nie spuszczają chyba nigdy z oczu swego ulubionego sklepu z naprzeciwka… No nic, może gdzie indziej… No co jest, nie ma gdzie spokojnie usiąść??? Pewnie to HotSpot dla tych co lubią stać lub mają swoje stołki i stoliki. Dobra, chwilę to mogę sobie postać. A może jakiś stragan będzie wolny? Idę, patrzę, nie… Handel kwitnie… No cóż, otworzyłem laptopa, uruchomiłem system i łapię pole…
- Ile..? - słyszę…
- Co ile?
- No ile za to pan chcesz..?
- Odwal się pan, czego się czepiasz… - odpowiedziałem trochę niegrzecznie.
- Stoisz na rynku ze sprzętem w rękach to myślałem, że sprzedajesz. A jak się nie nauczysz grzecznie odpowiadać to dostaniesz po ryju i się skończy twoje mądralowanie…

Było gorąco. Ale jakoś udało się mi gościa udobruchać. Więcej gorących punktów nie szukałem. Poczekam, aż miasto postawi jakieś ławeczki dla tych, co będą chcieli skorzystać z tego, co dla swych mieszkańców i gości przygotowało. ;-)

Tagi: ,

Odpowiedzi: 5 do “Gorący punkt w mieście…”

  1. forest mówi:

    Przecież schody do naszego ratusza są takie szerokie. Jak byś tam usiadł to na pewno byś nikomu nie przeszkadzał. Jest ciepło to i wilka nie złapiesz. I pamiętaj o jakiejś puszce na datki. Może się ktoś zlituje z naszego magistratu i ci żuci parę groszy- np. na własnego laptopa.

  2. Pablo mówi:

    Za ratuszem - na przeciw dawnego Pewexu - jest taki fajny placyk do zagospodarowania. Ale znając charakterystykę anten to nie wiadomo, czy tak blisko magistratu jest zasięg… ;-) Mogliby jakoś to graficznie przedstawić, bo jak nie ma miejsc do siedzenia, to szukanie “pola” może być długie… Hehehe…

  3. Pablo mówi:

    A… no i zaraz ktoś powie, że przy naszej fontannie są miejscówki do POsiedzenia… ;-) Pewnie, że są, ale sprzęt w zetknięciu z wodą może zacząć szwankować. A jak wieje i fontanna działa, to ryzyko bycia mokrym spore… Stara fontanna była pod tym względem bezpieczniejsza… :-)

  4. forest mówi:

    Ale miastu nikt już nie powie że nie ma dostępu do darmowego internetu. A miejsc siedzących można znaleźć sporo, nawet w pobliskim ogródku jordanowskim.

  5. Pablo mówi:

    Tylko, że tam na 100% nie dociera sieć udostępniona przez UM…
    A z tym PDDDI jest tak jak z historyjką o głodnym, któremu zamiast ryby do jedzenia dają wędkę…
    - Tylko ja q…wa na pustyni mieszkam…
    Wędkę już mamy, czekamy na stawik… ;-)

Napisz odpowiedź