‘Tosiem’ narobiło z łosiem…

- Co ten Łosiu nie wraca..? Mówił, że zajmie mu to najwyżej dwie godziny, a już mija prawie piąta…
- Nie wiesz jak to jest w wielkim mieście? Z każdej strony czyhają na ciebie jakieś pokusy…

- …i niebezpieczeństwa…
- Nie przesadzaj, żyjemy w czasach, kiedy ludzie i zwierzęta nie wyrządzają już sobie żadnej krzywdy. No, może nie do końca tak jest, ale regularne polowania na żyjące dziko zwierzątka takie jak my to już przeszłość. Po co latać ze strzelbą po lesie jak można iść do pierwszego lepszego sklepu i kupić swieżynkę za kilka złotych.
- Ta, świeżynkę… Znajoma kura mówiła, że swego starego widziała po śmierci kilka razy. I to pod różnymi postaciami. Najpierw tydzień przegdakała pod sklepem, gdzie wisiał na haku goły jak pisklak…. eee… to znaczy jak ludzkie niemowlę. Potem ponoć zabrali go na jakąś gorącą karuzelę. Kręcił się tak kilka dni, brązowiutki jak nasza sierść. Ostatni raz go widziała jak znikał w jakiejś maszynce do mielenia. Parówki z tego wyszły czy coś w tym rodzaju…
- No słyszałam coś o tym. Ale całe szczęście, że te ludzie do żarcia to przeważnie sami sobie hodują co chcą. I wiesz co..? One, te zwierzęta, to żyją w takich komunach, gdzie kopulują z kim popadnie, albo - co chyba jeszcze gorsze - rozmnażają się za pomocą rurek…
- Rurek..? Co ty gadasz…
- Tak, rurek. Przychodzi taki jeden z rurką i wstrzykuje tam gdzie trzeba to co trzeba. Ja dokładnie nie wiem o co w tym chodzi, ale słyszałam, że tak jest. Ile ponoć przy tym się niszczy jakiś komórek czy czegoś tam…
- Telefonów..?
- Co..?
- No bo słyszałam, że ludzie to przez komórki gadają. Takie telefony to są.
- A, nie wiedziałam, może i tak… No co do cholery z tym Łosiem…
- O, popatrz! Leci wrona. Coś taka rozdygotana. Może ona coś wie.

- Tragedia pani Łosiowa, tragedia…
- Co pani kracze..? Jaka tragedia..?
- Łosia zastrzelili…
- Zastrzelili..? Łosia..? Mojego Łosia..?
- Tak, wielka tragedia…
Teraz czas na was... - Ale kto.? co..? dlaczego..? gdzie..?
- W mieście. Poszedł tam, bo usłyszał, że mają tam jakąś specjalną trawę. Jeden taki Donek żarł ją jak był młody i teraz jest jakaś z tego afera. Chodził, podgryzał, ale wszystko spokojnie, dostojnie… Zresztą pani wie najlepiej, zna…ała go pani…
- No i co, za to go zastrzelili..? Za trawę..?
- No chyba tak, bo za nic innego nie mogli. Ponoć na tej trawie to ludziska potrafią się nieźle w życiu ustawić. Żeby on wcześniej wiedział, to by tam na nią nie lazł…
- To chyba koniec z pokojem między nami i rodem ludzkim. Pokażemy im, gdzie raki zimują…
- Wojna..?
- Wojna..!

P.S. Chyba się zaczyna… Mój pies już na mnie tak dziwnie patrzy. I dopiero teraz widzę jakie ma długie i ostre kły… Brrr…

Tagi:

Napisz odpowiedź