Jednak Pułtusk to prowincja…
O mieście, jego sile, potencjale, atrakcyjności świadczą jego mieszkańcy. Pewnie, że dobrze, jak w parze z tym idą zabytki - najlepiej klasy zerowej. No i imprezy…
Przyzwyczailiśmy się do tego, że władze Pułtuska z ilością urządzanych dla mieszkańców imprez nie przesadzają. Może to i dobrze, bo chyba nie za bardzo dorośliśmy do takich imprez.
Wczorajszy dzień był trochę inny od tych, do jakich przywykliśmy. COŚ sie działo. Odbył się Festiwal Kapel Weselnych… Ponoć Pierwszy, a to może oznaczać, że będzie i drugi… Może… Od początku na nim nie byłem, bo nie miałem czasu… To znaczy może i miałem, ale postanowiłem spędzić go trochę inaczej. Na naszą przystań wybrałem sie dopiero ok. godziny 20.
Festiwal Kapel Weselnych zaskoczył mnie muzyką płynącą z głośników. Cóż, o gustach się nie dyskutuje, może teraz na weselach króluje taka a nie inna muza… nie wiem, dawno na żadnym weselu nie byłem.
Z drugiej strony nigdzie nie było powiedziane, że kapele biorące udział w festiwalu będą grały te utwory, które grają na weselach… Najważniejsze, by się publika dobrze bawiła.
Szkoda tylko, że jak po godzinie 21 na scenie pojawił się zespół (a raczej duet) z Ciechanowa, to prawie pierwszym tekstem, który usłyszał on od naszych ziomków było: “Spierda****** do Ciechanowa“… Jakoś tak mimowolnie spojrzałem wtedy na swoje buty, czy i mi słoma z nich wystaje, ale na szczęście nie… Może jednak nie wszyscy jesteśmy tacy dowcipni i elokwentni jak ten krzykacz… ![]()
Po występie tego ciechanowskiego duetu udało mi się z nimi zamienić dwa słowa. Okazuje się, że mają oni korzenie jak najbardziej pułtuskie. Gdy wokalista, Grzegorz, jako kilkuletni brzdąc pomykał po naszych pułtuskich uliczkach, ten co go z naszego miasta przepędzał skakał pewnie jeszcze tacie z jajka na jajko… I to wcale niekoniecznie w Pułtusku.
A dziadek Pana Grzegorza był kiedyś w naszym małym mieście naprawdę kimś. Ale to taki szczegół, bo powinniśmy się cieszyć, że ktoś chce do nas przyjechać i dostarczyć nam choć trochę rozrywki. A tak to tylko wstyd jak beret…. że sie tak wyrażę…
W tym świetle nikogo nie powinny dziwić informacje takie jak te, które możecie przeczytać «tu» i «tu».
Szkoda, że mimo tego, że już od prawie piętnastu lat szczycimy się mianem miasta akademickiego, nie potrafimy strząsnąć z siebie prowincjonalnego brudu…
maj 3, 2008 @ 11:02 pm
Byłem na tym festiwalu i mi sie podobalo… piwko nie za drogie. muza taka jak zwykle, czyli dało sie słuchac, prąd nawet mało wysiadał,
szczegolnie przy wystepie zespolu o ktorym piszesz. Spoko jak na taka prowincje o ktorej piszesz. Tu zgadzam sie w 100%.
Ale jak zwykle szukasz dziury w calym. Może to i dobrze? Pozdrawiam mimo wszystko.