Telefon nie przestawał dzwonić od dobrych kilku minut… A były kiedyś takie czasy, że telefon zawsze zostawał w domu, uwiązany do kabla… I można było spokojnie z kolegami wypić piwo…
Odebrać czy nie..? Spojrzałem na wyświetlacz… Żabcia… Chyba trzeba odebrać… Ale na zewnątrz taki ziąb. Nie, za żadne skarby nie wyjdę… Ale tu może ktoś usłyszeć… No nic, jak jeszcze raz zadzwoni to odbiorę…
Żabcia… Napis na wyświetlaczu i cichy warkot oderwał mnie znów od rozmowy. Przystawiłem telefon do ucha…
- Tak..?
- No wiesz, tak oficjalnie, misiaczku..? Bez żadnego cmok cmok..? Zmieniasz się powoli…
- Przepraszam, nie jestem sam…
- A ja jestem, sama, samiuteńka… I taka samotna… I tak mi zimno, bo gdzieś zapodziałam ubranie… Całe… Rozumiesz..?
Lekko się zarumieniłem… Pewnie wszyscy to zauważyli…
- To może przerwać to spotkanie i kupię ci jakieś wdzianko? Wiesz, o zdrowie teraz trzeba dbać, z tym nie ma żartów…
- No, wpadaj szybko, załatwiłam nawet kluczyk od tej wieży… wiesz… z zegarem…
- Nie bardzo rozumiem…
- No tak, troszkę wstawiony wtedy byłeś, rozumiem… Nie pamiętasz tych widoków, gwiaździste niebo nad nami..? I my…
- Nie, nie pamiętam… I raczej jestem pewien, że nic takiego nie miało miejsca…
Zapadła kilkusekundowa cisza w eterze… Może za ostro coś powiedziałem..?
- No dobrze miśku, udaję, że tego nie słyszałam… Ale teraz pragnę byś do mnie przyjechał, ty mój drogi drwalu… Pobawimy się może w tartak..? Lubisz to, co..?
- Tartak..? Drwalu..? O czym ty mówisz, kobieto..?
- No jak to co..? Urządzimy sobie małe rżnięcie… Lub rąbanie, jak ty to wolisz nazywać. Nikt nam nie będzie przeszkadzał…
Rozłączyłem się… Rozmowa zaczęła schodzić na niewłaściwe tory. Kumple chyba dostrzegli, że jest coś nie tak, bo jakoś dziwnie zaczęli na mnie patrzeć… Zbyszek nawet odważył się spytać:
- Co jest brachu, problemik jakiś? Zapodaj temat, pomożemy…
- Może za wcześnie jeszcze wyciągać wnioski, ale chyba straciłem narzeczoną…
- Co ty pier… Może przestań już pić, co..?
- Wiem co mówię… Kupiłem jej ostatnio komórkę z funkcją rejestrowania rozmów. I z tego co gadała wnioskuję, że zbiera na mnie haki… Gadała podobnie, jak ta facetka od tego burmistrza z tego miasta gdzieś w warmińsko-mazurskim czy coś w tym stylu… Tak, trza mi szukać nowej narzeczonej… A już ślub planowaliśmy…
Tagi: humor
luty 29, 2008 o 3:24 pm
Ach, te kobiety, same problemy z nimi. Ale, bez nich jeszcze gorzej.
luty 29, 2008 o 3:57 pm
U nas w Pułtusku to szczytowanie na wieży raczej mało możliwe. Chociaż… Wieża ratuszowa, na Zamku… Kto ma od tego klucze..?