Ptasia grypa…

Temat trochę może już niemodny, bo wszelkie ogniska zostały zlokalizowane i zagaszone. ;-) Na forum pułtuszczaka jeden z użytkowników wspomniał jednak o tym problemie, pytając o sposoby rozprzestrzeniania się tej choroby.

A mi przypomniała się rozmowa w Szkle kontaktowym na kanale TVN24 z jedną z telewidzek. I tak się składa, że była to jedna z mieszkanek naszego Pułtuska. Otóż ta pani zwróciła uwagę na znany chyba wszystkim fakt, że wspomniany wirus ginie w 70°C. Jak tak, to po co niszczy się tysiące ptaków, co do których nie ma nawet pewności, że są chore? Nie lepiej upiec, ugotować czy usmażyć i nakarmić tym chętnych, których  na pewno wielu by się znalazło? Należałoby oczywiście przy przyrządzaniu tych potraw zachować wszelkie środki ostrożności, ale przy “unicestwianiu” podejrzanego ptactwa też się je zachowuje…

Proste? Pewnie, że proste. Ale co na to hodowcy krówek czy świnek..? ;-)

Tagi: ,

Odpowiedzi: 2 do “Ptasia grypa…”

  1. diament 36 mówi:

    Pamiętasz piekarza, który zbankrutował rozdając chleb biednym? Chyba już niewiele osób coś da biednemu. A co dopiero całą hodowlę drobiu! Nie wypłaciłby się hodowca i pokolenie po nim.

  2. Pablo mówi:

    Pamiętam… Chory kraj…

Napisz odpowiedź