Archive for grudzień, 2007

Żywią i chronią… uwag kilka…

grudzień 11, 2007

Wpis o tytule Żywią i chronią ukazał się na blogu Pablo Pułtusk 28 września 2007 roku. Napisałem go dlatego, by pokazać, że w DPSie w Ołdakach jest tak samo jak i w innych, czyli - wcale nie za bardzo “różowo”. Całość poprzedniego wpisu możecie przeczytać tu.

Tak jak przypuszczałem tekst nie wywołał żadnych reakcji. Do czasu jednak - ku memu całkowitemu zaskoczeniu. W pierwszym tygodniu grudnia jeden z czytelników zechciał zauważyć, że wypisuję bzdury, że tekst w 90% składa się z kłamliwych i oszczerczych zarzutów. Zaraz potem pojawił się następny oponent, zapewne wywodzący się z tego samego kręgu co poprzednik (śmiem nawet twierdzić, że to ta sama osoba), który podobnie potrafił tylko wypluwać z siebie złość, że ośmieliłem sie w ogóle poruszyć taki temat, że kalam świętość, której nikt nie powinien się tykać. Bo wszystko co tam jest jest kryształowe i do bólu uczciwe.

Ciekawe tylko, dlaczego nikt nie poprosił mnie o kontakt do osoby, która może powiedzieć dużo więcej i poprzeć moje słowa namacalnymi dowodami. O sprawie wie także nasz nowy starosta, poprzedni również był informowany. Zobaczymy, czy pan Dolecki będzie miał więcej odwagi, by coś we wspomnianej sprawie zrobić. Poza oczywiście zmianą dyrekcji, co uczynił jego poprzednik.

Takie zmiany nic nie dadzą, trzeba zmienić system i sposób zarządzania pieniędzmi podopiecznych. Inaczej będzie dalej tak, jak jest teraz. Czyli byle jak… :-)
Za wszystkie e-maile związane z tą sprawą serdecznie dziękuję. A tym, którzy korzystając z formularza nie zadbali o to, by podać swój prawdziwy e-mail radzę, by jednak zdecydowali się na jego podawanie. To umożliwi udzielenie odpowiedzi. Inaczej wasze krzyki są mało warte… ;-)

Nowe idzie…

grudzień 6, 2007

- Krzysiu, to za co my teraz będziemy żyli..? O tym, jak zajmować się gospodarstwem dawno już zapomniałeś, tera od wideł to ci się ino odciski robią… I gumaki co rusz spadają, choć wszyłam w nie sznurowadła, jak kazałeś. Bieda nas czeka tu na wsi, łoj bieda…
- Nie kracz babo, nie takie czasy udało się przeżyć. Andrzejek jak zwykle coś wymyśli. Pamiętasz, jak kiedyś było ciężko? Nie było co do mordy włożyć. I co..? Udało się..? Udało… Wysypalim trochę zboża na tory, że to niby jakieś trefne i nikt nie zobaczył, żeśmy kilka worków na rowerze przewieźli do chałupy. Młynek do kawy się zagrzał, ale mąka była przednia. Idź do kuchni i przynieś coś do żarcia, bom zgłodniał jak tak sobiem przypomniał tamte placuszki…
- Ręki byś chociaż obmył wcześniej, boś gnojem upaskudził.
- Masz rację, przynieś też jakiejś szmaty, trochę tej kultury z Warszawy się wyniosło, nie..? (more…)

Nowe idzie…

grudzień 6, 2007

- Krzysiu, to za co my teraz będziemy żyli..? O tym, jak zajmować się gospodarstwem dawno już zapomniałeś, tera od wideł to ci się ino odciski robią… I gumaki co rusz spadają, choć wszyłam w nie sznurowadła, jak kazałeś. Bieda nas czeka tu na wsi, łoj bieda…
- Nie kracz babo, nie takie czasy udało się przeżyć. Andrzejek jak zwykle coś wymyśli. Pamiętasz, jak kiedyś było ciężko? Nie było co do mordy włożyć. I co..? Udało się..? Udało… Wysypalim trochę zboża na tory, że to niby jakieś trefne i nikt nie zobaczył, żeśmy kilka worków na rowerze przewieźli do chałupy. Młynek do kawy się zagrzał, ale mąka była przednia. Idź do kuchni i przynieś coś do żarcia, bom zgłodniał jak tak sobiem przypomniał tamte placuszki…
- Ręki byś chociaż obmył wcześniej, boś gnojem upaskudził.
- Masz rację, przynieś też jakiejś szmaty, trochę tej kultury z Warszawy się wyniosło, nie..? (more…)

Problemy się likwiduje, nie rozwiązuje…

grudzień 5, 2007

Całkiem przypadkiem wpadł mi w ręce ostatni numer Pułtuskiej Gazety Powiatowej. Piszę przypadkiem, bo z powodów osobistych jakoś nie spieszno mi do zaglądania do tej gazety. Ale ponieważ muszę być wierny swemu przesłaniu, że to, skąd pochodzi prawda nie ma dla mnie żadnego znaczenia, muszę złożyć ukłon w stronę z jednego redaktorów tegoż pisma. A jest nim felietonista Lech Chybowski. (more…)

Problemy się likwiduje, nie rozwiązuje…

grudzień 5, 2007

Całkiem przypadkiem wpadł mi w ręce ostatni numer Pułtuskiej Gazety Powiatowej. Piszę przypadkiem, bo z powodów osobistych jakoś nie spieszno mi do zaglądania do tej gazety. Ale ponieważ muszę być wierny swemu przesłaniu, że to, skąd pochodzi prawda nie ma dla mnie żadnego znaczenia, muszę złożyć ukłon w stronę z jednego redaktorów tegoż pisma. A jest nim felietonista Lech Chybowski. (more…)