Kiedy był jeszcze cały Tusk…

- Nie, nie i jeszcze raz nie… Postanowiłem z Jarczesławem, że niczego, co zaproponuje ten drań Duck z Tuska nie podpiszę. I niech prosi, błaga - będę nieugięty… Taki wstyd, taki wstyd. Żeby choć słówko ze mną wcześniej zamienił, gołębia z wiadomością przysłał. Ale nie… Od samego ranka na wszystkich rynkach posłańcy tego popaprańca odczytywali komunikat, że armia zaciężna stacjonująca w Iraku ma powrócić do swych ojczystych warowni przed upływem jedenastego miesiąca.
I on śmie twierdzić, że przyparł mnie do muru? Niedoczekanie jego. Kamyk, ile dni głodziliście Bulteriera od PiSuarów Wielkich? Dwa czy trzy dni?
- Trzy dni panie nic w gębie nie miał. Karmim go tylko nagłówkami miejskich obwieszczeń, które Duck z Tuska co dzień na słupach wywiesza…
- To dostatecznie on rozdrażnion. Wypuścić go du ludu, niech wyładuje swą złość, wykrzyczy, co mu na duszy leży. I zapowiedz, że jak dobrze wykona swoje zadanie, to dostanie moc świeżutkiego, krwistego mięsiwa z drobiu, co je poczciwy lud codziennie pod bramy naszego zamku dostarcza. Och, jak to dobrze wiedzieć, że mnię jeszcze kto kocha i docenia…

Wtuliwszy się w barani kożuch rozłożony na złotym tronie Król Lech popadł w głęboką zadumę. Jak odegrać się na tym niesfornym Ducku z Tuska? Co jest dla niego największym skarbem? Porwać jego białogłowy, wysłać na wojnę jego jedynego syna? Nie, to zbyt proste i mało widowiskowe. Trzeba zrobić coś, co lud zapamięta na całe życie, co przejdzie do historii i będzie głosić chwałę Lecha po wsze czasy.
- Tusk, ukochany gród Ducka. To z niego ten nikczemnik czerpie taką siłę. - rozmyślał Król - Tysiące denarów, jakie corocznie ściąga do tego grodu mieszkający na biskupim zamku kaznodzieja Radzyk powodowały, że gród rósł w siłę znacznie szybciej niż potęga Króla. Chyba będzie trzeba przepędzić tę biskupią brać tam gdzie pierniki robią a miasto spalić… Tak… Spalić, splądrować, zrównać z ziemią… Trza opłacić jakieś barbarzyńskie kohordy, niech spalą cały gród. Cały… Eeee… może nie, niech spalą połowę. Niech zostanie choć pół Tuska, by Duck znał moje dobre serce i miał gdzie gnić przez resztę swego plugawego życia.

- Aniu, biegnij tu, a prędko. Trza wysłać posłańca z pismem do Azji zwanego Rybą. Czemu to tak zimno, do diaska? Każ służbie dorzucić drwa do ognia, zamarzniem tu przez ich lenistwo…
- Nie chciałam cię wcześniej troskać panie, ale muszę ci wyznać, że bieda na królewskim zamku nas czeka.
- Bieda, jaka bieda kobieto..? Gadaj czem prędzej…
- Od kilku tygodni nie dostajemy należnego przydziału jadła i drewna na opał. Woje w boju, a sługi same nie nadążają z polowaniem i wycinką drzew. Nie ich to profesja i nie idzie im to zbyt gładko…
- Co za brednie wygadujesz kobieto?
- Nie podpisałeś panie pisem, co je ludzie Ducka z Tuska przygotowali i rząd nie ma podstaw, by łożyć na nasze utrzymanie. To co zbierzem z podatków od mieszkańców naszego grodu ledwo starcza na napitki dla przyjezdnych gości. Maszci teraz za twój, panie, upór… Skonać nam chyba przyjdzie…
- No ja mu qur… Tusk… Pół zostawię…. Pół Tuska…

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 3 do “Kiedy był jeszcze cały Tusk…”

  1. ktoś mówi:

    Ten padający śnieg na Twojej stronie coś mi przypomina???

  2. ktoś mówi:

    http://www.blogroku.pl/ Zgłosiłeś się już do konkursu???

  3. Pablo mówi:

    Śnieg..? Chyba zawiało z pultuszczak.pl… A co do konkursu to chyba… za młody jestem. Choć już na własnych plecach poczułem co to znaczy potęga mediów elektronicznych. Ale o tym na razie sza… ;-)

Napisz odpowiedź