Od kilku już dni Książę Jarczesław był bardzo niespokojny. Dochodziły do niego słuchy, że są pośród jego dworzan tacy, którzy gotowi są siać zamęt. Cel był oczywisty. Chcą pozbawić go władzy… Władzy, po którą z takim uporem i konsekwencją dążył przez tyle lat. Wielokrotnie poniżany, wyśmiewany osiągnął wreszcie to, o czym marzył od dzieciństwa. Było to prawie tak, jak kradzież księżyca. Tylko nielicznym udaje się taka sztuka. Książęcy tron to nie było wszystko, co udało się Jarczesławowi osiągnąć. Dobrze wtajemniczeni wiedzieli, że jego realna władza sięga dalej, wprost do królewskiego pałacu, gdzie głównym gospodarzem był jego brat.
Jarczesław zawsze miał bratu za złe, że tylko jego wymieniają pośród wielkich zasłużonych tego świata. Lech, Czech i Rus… A o nim cicho… W samotności przeżywał tę gorzką pigułkę, nie okazując na zewnątrz swojego przygnębienia. Miodem na jego cierpiące serce okazała się służba dla narodu pod sztandarem Zakonu PiSuarów Wielkich, dzięki której zyskał ogromne poparcie i która wyniosła go na książęcy tron… tam, gdzie zawsze było jego miejsce! Miał nadzieję uprzątnąć swój kraj z pozostałości pogańskich barbarzyńców, pomoc oferowali mu nawet tak wielcy wojowie jak Duck z Tuska. Jednak ambicje obu nie pozwoliły na działanie razem. Musiał Jarczesław zadowolić się mniej obeznanymi w bojach i cieszącymi się znacznie mniejszym poparciem ludu Jędrkiem de Solar i Romkiem Franco Sztajnem. Te powiązania nie wyszły Jego Książęcej Mości na dobre. Lud odwrócił się od niego i kilka miesięcy temu oddał się pod panowanie Ducka z Tuska.
- To tylko stan przejściowy. Ta porażka jest dla nas jednocześnie wielką wygraną. Popiera nas więcej osób niż przy ostatnich wyborach, choć reszta zjednoczyła się pod sztandarami diabła i pozwoli kierować się tym nieudacznikom. Jednak dni wojów spod znaki Zielonego Lisa i O-PO-SA sa policzone. Przyszłość należy do nas… Tylko do Nas. Niech żyją PiSuary Wielkie! W jedności siła!
Powtarzał to swym wiernym poddanym przy każdej okazji. A oni słuchali ich z ufnością i ślepą wiarą w prorocze słowa. I teraz te wierne jak dotąd psy zaczynają się burzyć. Paweł z Zalewa i Kazimierz z Ujazdowa. Kto by przypuszczał, że właśnie oni zechcą siać taki zamęt wśród dworu. Trzeba jakoś ich uciszyć, zmusić do posłuszeństwa… Ba, powiedzieć łatwo, ale jak to wykonać?
- Panie, cóżeś taki markotny? Od kilku dni coś cię gryzie… Nie zaprzeczaj, mnie nie oszukasz…
Ludwiczek de Dorn… Wierny przyjaciel Księcia Jarczesława. Zawsze posłuszny, zawsze oddany. Przed nim nic się nie ukryje.
- Tak mój drogi Ludwiczku. Zbliża się kolejny zjazd, a ci zdrajcy gotowi jeszcze coś powiedzieć. Wiedzą o nas wiele, za wiele… Cóż nam czynić, wspomóż dobrą radą swego pana.
- Też nad tym myślałem, wielki… Posadzić w lochu ich nie możem, zbyt jasne i uczciwe to kreacyje. Wyrzucić z Zakonu też nie, bo to ujmie tylko chwały tobie, panie. Trzeba, by sami od nas odeszli.
- Za cwane z nich lisy, przyjacielu. Sami nie odejdą, zbyt wiele mają tu poparcia. Wiedzą, że będą bronieni. Nic nie możem uczynić? Czeka nas niechybny rozłam. Cóż nam począć?
- Mam plan panie, potrzebuję jednak, byś mi zaufał… Bez względu na to, co się stanie wiedz, żem zawsze jest ci wierny. Dasz że mi wolną rękę?
- Daję.
- I pamiętaj com ci powiedział. Masz we mnie swego najwierniejszego sługę.
Gdyby nie te słowa, Jarczesław chyba postradałby swe wszystkie zmysły. Od rozumu począwszy. Bo następne tygodnie wydawały się tragiczne dla Zakonu PiSuarów Wielkich. Zamknąwszy się w swych komnatach książę słuchał tylko przez swe sługi, że Paweł z Zalewa i Kazimierz z Ujazdowa odchodzą od niego prowadzeni przez… Ludwiczka de Dorn. Jego Ludwiczka. Ach, zabiłby go, gdyby to była prawda, ale pamiętał jego słowa… Masz we mnie swego najwierniejszego sługę. Największy ból przeżywał Jarczesław podczas zjazdu, gdy przy jego boku brak było najbardziej oddanego woja. Ale nie było też tych wyłamowców, którzy gotowi byli powiedzieć coś, co zburzyło by cały porządek i jedność Zakonu. Miał nadzieje, że jest to częścią planu de Dorna.
Nie mylił się. Kilka dni po zakończeniu Zjazdu drzwi jego komnaty otworzyły się i stanął w nich Ludwiczek. Jarczesław podbiegł ku niemu i skrył w swych ramionach jego kolana. Na resztę nie starczyło wzrostu. De Dorn pochylił się, położył swoją dłoń na głowie księcia i wyszeptał:
- Wszystko poszło zgodnie z planem, panie. W jedności siła!
- Amen - wyszeptał wzruszony Książę.
grudzień 15, 2007 @ 2:45 pm
ROMEK vel KOŃSKI ŁEB myślę że to lepiej brzmi. Każdy i tak się domyśli kto to taki.
grudzień 15, 2007 @ 3:18 pm
Pablo czy przewidziałeś jakieś nagrody dla stałych bywalców na Twoim blogu???
grudzień 15, 2007 @ 8:54 pm
Pomysł godny pochwały.
Jakieś propozycje nagród masz?
grudzień 16, 2007 @ 5:12 pm
Cieszy mnie to że Ci się podoba pomysł. Ale na temat nagród nie myślałem. Może weź przykład z TYGODNIKA PUŁTUSKIEGO i jako nagroda może być wizyta w SALONIE MASAŻU. he he he.
grudzień 16, 2007 @ 6:12 pm
Sam bym się na taki masaż przeszedł. Ale na taką nagrodę to mi żona nie pozwoli.
A tak na marginesie: jak patrzę na statystyki bloga to jestem w szoku ile osób szuka przez net agencji towarzyskiej w naszym miescie. Studentom brak rozrywek? 
grudzień 16, 2007 @ 7:11 pm
Jeżeli chodzi o rozrywki, to jak sami sobie zorganizujemy to będziemy się bawić.Ale zawsze można jechać do Warszawy, tam troche więcej jest rozrywki. Ostatnio w niedzielę byłem w ZŁOTYCH TARASACH i spotkałem tam bardzo dużo ludzi z Pułtuska. Nie byłem tam na zakupach, bo ceny tam są nie na moją kieszeń, ale zobaczyć program który jest nadawany na żywo w TVN. Wiem że taki przykład jest zły jak na nasze małe miasto, ale kto wie. Może kiedyś.
grudzień 16, 2007 @ 7:39 pm
Wszystko w naszych rękach. Robimy przewrót?
grudzień 17, 2007 @ 5:53 pm
Piszesz że ludzie szukają przez net agencji, czyli przez Twoją stronę, czy tak?? A znajdują to czego szukają? Zaznaczę odrazu że nie chcę adresu. tylko ciekawi mnie czy coś jest takiego w Pułtusku. Jeżeli tak to zawsze jakaś rozrywka w naszym mieście.
grudzień 17, 2007 @ 11:00 pm
Nie wiem czy jest.
Wpisują w GOOGLE “dziewczynki pułtusk” lub “burdel pułtusk” i trafiają przypadkiem na mój blog. A to dlatego, że popełniłem kiedyś tekst Burdel Mama. 
grudzień 18, 2007 @ 8:17 pm
Reklamę karniszy to jeszcze przełkne, ale jak byś ty jeszcze burdel reklamował to by była przesada. A tak na marginesie to ciekawe jak byś opłatę odbierał, w gotówce czy może w naturze??? Oczywiście to jest pytanie retoryczne. Pozdrawiam życzę WESOŁYCH ŚWIĄT oraz dwa razy tyle czytelników wTwojego bloga w przyszłym roku!!!
grudzień 18, 2007 @ 8:38 pm
W ostatecznosci to wolałbym gotówkę, w końcu mam żonę
więc rozkoszy cielesnych mam aż nadto… A tekst Burdel Mama ma bardzo mało wspólnego z “prawdziwym” burdelem, chociaż… ja wiem..? Sami ocieńcie. 
grudzień 18, 2007 @ 8:46 pm
A, no i oczywiscie dziękuję za życzenia, na moje przyjdzie jeszcze czas na tym blogu.
grudzień 18, 2007 @ 8:51 pm
Tak, oczywiście, wszyscy mówią że mają żony i to jest ta jedyna. Tylko czemu jest tyle rozwodów?
grudzień 18, 2007 @ 9:00 pm
Wracając do nagród dla stałych czytelników to może niech będzie kolejka przy browarku z autorem. Czytałem że już się z kimś umawiałeś na taką kolejkę.
grudzień 18, 2007 @ 9:04 pm
Oczywiście moje źródło pochodzi z Twojego bloga a to chyba pewne źródło informacji?
grudzień 18, 2007 @ 10:40 pm
Przejrzalem statystyki bloga i stwierdzam, że dla wszystkich stałych jego “bywalców” piwa za moją pensję by nie stykło. A co do tych rozwodów… Mało kto mówi prawdę… A ja zawszę.