Problemy się likwiduje, nie rozwiązuje…
Całkiem przypadkiem wpadł mi w ręce ostatni numer Pułtuskiej Gazety Powiatowej. Piszę przypadkiem, bo z powodów osobistych jakoś nie spieszno mi do zaglądania do tej gazety. Ale ponieważ muszę być wierny swemu przesłaniu, że to, skąd pochodzi prawda nie ma dla mnie żadnego znaczenia, muszę złożyć ukłon w stronę z jednego redaktorów tegoż pisma. A jest nim felietonista Lech Chybowski.
Co takiego spodobało mi się w jego felietonie? To, że mimo pięknych słów wypowiedzianych przez jednego z pułtuskich BEZradnych zdołał dostrzec prawdziwe intencje naszych przedstawicieli w UM. I zechciał głośno wyrazić swoje zdanie. Może PGP czyta więcej osób niż forum pułtuszczaka czy tego mojego skromnego bloga, więc jest nadzieja, że słowa Pana Lecha dotrą tam gdzie trzeba i BEZradni zastanowią się wreszcie nad tym, co Pułtuskowi jest naprawdę potrzebne i zaczną podejmować uchwały, które będą w stanie wyegzekwować.
Jakież to piękne słowa mógł wypowiedzieć jeden z naszych BEZradnych? Przeczytajcie je uważnie: ![]()
Za miłość się nie płaci…
Dobre, nie..? Chwyta za serce. Tylko o co mu chodziło? Wcale nie o odebranie możliwości zarabiania stojącym na poboczach paniom… I wcale nie w kontekście poszukiwań młodych żon przez staruszków mogących zaimponować im tylko mocno wypchanym portfelem. Jemu chodziło o pieniądze, jakie każdy właściciel czworonoga musiałby zapłacić za to, że go ma… Musiałby, lecz nie musi, bo nasi BEZradni znieśli ten podatek w roku 2008. Czy ludziom przybędzie dzięki temu pieniędzy w portfelu? Nie. Dlaczego? Bo i tak go nigdy nie płacili. A dlaczego nie płacili? Bo kto ich do tego zmusi?
Miałem okazję mieszkać kiedyś w bloku, gdzie dużo osób miało jakiegoś pieska. Przeważnie były to przygarnięte przybłędy, których przed powstaniem u nas barów “orientalnych” było na mieście sporo. I byłem nieraz świadkiem rozmowy ich właścicieli z panią, która przynosiła kwity z opłatą właśnie podatku za pieska.
- Pani, jak nie mam zamiaru płacić wam żadnej kasy. Nie dość, że zaopiekowałam się jakimś przybłędą, nie macie z nim problemu na mieście, to jeszcze mam za to płacić..? Jak tak to bierzcie go sobie i róbcie z nim, co chcecie.
Może i te słowa nie były do końca szczere, ale czy miasto stać na zabranie takiego pieska i oddanie go do schroniska? A nawet jakby kasę mogło jakoś odzyskać od właściciela, to czy mu się chce? Nie słyszałem tak czy inaczej o fakcie, gdyby ktoś kiedyś musiał swego czworonożnego przyjaciela oddać i jeszcze za to zapłacić. BEZrani zlikwidowali więc zapis, którego i tak nie byli w stanie wyegzekwować. Podobnie pewnie będzie i z problemem hodowców gołębi. Czy Straż Miejska będzie chciała ruszyć du…szę i spowodować, że ten srający problem zniknie? Wątpię, tym bardziej, że wśród osób, które w Pułtusku zajmują całkiem wysokie stołeczki też nie brak miłośników tych “przemiłych” ptaszków. Zresztą na każde prawo znajduje sie jakieś “lewo”… ![]()
Mnie od dawna wnerwia gadanie, że nasza publiczna TV bierze kasę z abonamentu na to i na to… a w zamian otrzymujemy np. gwarancję nieprzerywania programów reklamami. No i nie przerywają w sposób jawny. A w jaki? Ano w taki, że wymyślili sobie w naszej TVP, że każdy program można emitować w częściach. Część pierwsza… reklama… Część druga… reklama… Czekam na czasy, gdy bajki dla dzieci będą emitowane też w częściach.
Jakoś trzeba się przecież utrzymać. Każdy problem można rozwiązać, a jak nie… to można doprowadzić do sytuacji, gdy problem zniknie.
grudzień 6, 2007 @ 2:32 pm
Ale czy Ty Pablo uważasz, że skoro zniknął podatek za posiadanie psa to i zniknęły problemy związane z czworonogami? Ten podatek chyba miał teoretycznie czemuś służyć. Logiczne by było, gdyby pieniądze z tego podatku przeznaczyć dla służb porządkowych w naszym mieście, aby sprzątały po psach. Ale znając życie, to pewnie szły one do jednego worka, razem z innymi podatkami i nikt nie wie na co one konkretnie szły. Więc może i lepiej że zniesiono ten podatek. Będzie się lżej żyło starszym ludziom, dla których często jest to jedyny towarzysz życia.
grudzień 6, 2007 @ 2:52 pm
Uchwała uchwałą, a życie życiem
grudzień 6, 2007 @ 2:58 pm
No wiem, uchwała już obowiązuje, a jeszcze nigdzie nie widziałem żeby ktoś za pieskiem ze srajtaśmą latał…
Natomiast pełno gówna na chodnikach leży, dokładnie jak przed wejściem uchwały w życie. Albo może ona stara, “przeduchwałowa”, tylko aura powoduje, że wygląda jak nowa… Hehehe…
grudzień 6, 2007 @ 3:00 pm
Widzę Pablo, że humor Ci dopisuje. Nawet w takim gównianym problemie coś śmiesznego potrafisz znaleźć. Aż zazdroszczę Ci luzackiego podejścia do życia i problemów z nim związanych.
grudzień 6, 2007 @ 3:13 pm
Może źle to określiłem: nie tyl luzackiego co z dystansem do życia
grudzień 6, 2007 @ 3:19 pm
A jak inaczej żyć w takim mieście, gdzie młody człowiek (jeszcze za takiego się uważam
) może zrobić tyle co nic, bo zewsząd czyhają tylko bariery i plecy tych, co mają plecy…
Trzeba sobie jakoś wynagradzać tę szarą rzeczywistość… Hehe..
grudzień 6, 2007 @ 3:31 pm
Może byś zaraził mnie swoim optymizmem?
grudzień 6, 2007 @ 3:34 pm
Nie ma sprawy… Zapraszam dziś na piwko. Jak masz ochotę to szczegóły na maila…
Po piątym piwie jestem w stanie zdradzić moją tajemnicę na takie podejście do życia…
grudzień 6, 2007 @ 3:38 pm
nie ma sprawy. Na mailu czekam na propozycję gdzie i kiedy. Tylko nie zapomnij napisać jak Cię mam rozpoznać. Jakiś charakterystyczny szczegół w ubiorze naprzykład, rozumiesz?