Awans, w mordę…

By Pablo

Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy po raz pierwszy przekroczyłem progi akademika w Warszawie. Od samego początku wiedziałem, że studiowanie nie będzie polegało tylko na nauce. Tym bardziej, że przyszło mi współdzielić pokój z kolegami, którzy pierwszy rok studiowania mieli za sobą.
Jako że byłem tym “młodym” w naszym segmencie, często musiałem robić wypady w celu zaopatrzenia biesiadujących u nas osób w napój o dużej zawartości alkoholu. Nie, nie za swoją kasę, aż takiego wykorzystania nie było. Solidarnie skrobaliśmy w kieszeniach, by każdy dorzucił się na mały łyczek… ;-) całe szczęście, że po alkohol nie trzeba było daleko biegać. Raptem dwa czy trzy piętra wyżej pewien gostek stworzył namiastkę Polmosu. Cena przystępna, blisko… Raj na ziemi…

Po kilku latach okazało się, że student u którego zaopatrywaliśmy się w “trunki” został naszym wykładowcą. Przedmiotu, z którego egzamin zdawał chyba z tysiąc razy. Wcale się nie dziwiliśmy, bo jak coś zdaje się tyle razy, to nie sposób nie wyuczyć się tego tak, że nawet egzaminator się chowa. :-) A dziś..? Dziś to szanowany pan doktor… Ciekawe, czy jakby nie sprzedawał alkoholu, a co za tym idzie – nie balował ostro przez całe studia, też zostałby “naukowcem”? Wątpię, pewnie zaszyłby się w jakiejś firmie i pędził spokojny żywot człowieka poczciwego.

Dlaczego to właśnie dziś wspominam? Bo cały czas życie zaskakuje nas i z ludzi, którzy najwidoczniej stworzeni są do innych rzeczy wyrasta ktoś, kogo w najdziwniejszych snach nie widzielibyśmy na tym stanowisku. A piszę to w kontekście tego, co przeczytać możemy na stronie pułtuszczaka. Otóż miejsce “starego” starosty zajmie nowy, pan A.D., którego dużo osób z Pułtuska i okolic miało możliwość poznać osobiście. Ale czy jako mocno zaangażowanego działacza społecznego? Albo jako aktywnego polityka, działającego na rzecz Pułtuska i regionu? Nic z tych rzeczy…. Znamy go jako dobrego organizatora biesiad przy grillu czy ognisku czy hodowcę koni w podpułtuskiej wsi – Chmielewie.
Czy nadaje się on na starostę? No pewnie – potrafi mocno dzierżyć bat, a prowadzone przez niego dorożki gładko i bez przeszkód trafiały zawsze do celu. No i jest z PSL… A reszta? Reszta nie jest ważna… Chyba…

Niech niebiosa mają w opiece nasz powiat… ;-)

Tagi: , , ,

Odpowiedzi: 2 do “Awans, w mordę…”

  1. ktoś mówi:

    Oj Pablo, jesteś strasznym pesymistą. Trzeba wierzyć że nowy starosta będzie lepszy od starego burmistrza.

  2. Pablo mówi:

    Ja to może i w to uwierzę, ale kto przekona nowego starostę? ;-)

Dodaj komentarz