- Droga Aniu, czy można cię pofatygować… hehehe… choć zwracając się do ciebie lepiej powiedzieć POFOTYGOWAĆ… Muszę załatwić pewną sprawę z tym Sikorą. Nie może tak być, że premier i prezydent kłócą się w tak poważnych sprawach. Duck idzie teraz w zaparte, bo wygrał i wie, że może wszystko. Tak jak my jeszcze ze dwa lata temu… Ach, łezka w oku aż się kręci…
- Ależ oczywiście drogi Leszku… Cóż miałabym dla ciebie uczynić? Wiesz, że nie cofnę się przed niczem.
- Uspokój skołatane serce, nie pora i czas na wygłupy. Kamyk mi się gdzieś zapodział, a trza skrobnąć pisemko do tego Radzika, niech zbiera się jak najszybciej i staje tu u mnie na dywaniku. No oczywiście nie tak to trzeba napisać, włóż w to troszkę dyplomacyi, ten tego… Ale kto, jak nie ty, załatwi to najlepiej na świecie. Miesiące na zagramanicznych bankietyjach wyszlifowały cię na prawdziwy dyjament…
- Oczywiście, już biorę się za pisanie… Wysłać natychmiast czy o jakiejś konkretnej porze?
- Wyślij może za dwie klepsydry… To będzie jakieś dwie godzinki, a dokładnie to się nie określi, bo mi się baterie w zegarze z kukułką wyczerpały… Gdzie ten Kamyk..? Już dawno powinien wrócić. To pisz dziecino, a ja się troszkę zdrzemnę. Męczy mnie to całe szefowanie temu Państwu… Ciągle trzeba się obrażać i ukrywać. A wszystko przez tego drugiego… Mówiłem, mniej czasu poświęcaj kotu, więcej społeczeństwu… Inni za ciebie wszystkiego nie zrobią… A jak nawet zrobią to tak, że ty na tym stracisz… Nie słuchał, to teraz ma za swoje. Nawet Ludwiczek de Dorn się wypiął… oj, Boże, Boże… No, pracuj dziewczę, idę się kropnąć na chwilkę małą. Pamiętaj…. dwie klepsydry i posyłaj. Z faxem sobie poradzisz, co?
- Nie martw się, wszystko będzie w porządeczku… Znasz mnie przecież…
- W tym właśnie problem… znaczy się… szczęście mam wielkie, że się tak wyrażę… Pa…
Napisanie pisemka zajęło Ani tylko chwilkę. Zresztą co tu było do roboty… Prosze przyjść i już. Nie ma co się przed nimi kajać. To nie nasz honor, o nie… Włożyła pisemko do faksu, przekręciła klepsydrę i zaczęła patrzeć w wolno przesypujący się piasek… Oczy robiły się ciężkie, coraz cięższe… A przez dziurkę piasek ciurkiem sypie się za Grzesiem - zanuciła piosenkę, której nauczyła się jeszcze w przedszkolu. To były czasy…
Co jest..? Już tak późno, czemu mnie nie obudziłaś? Faks wysłany..?
Ania zerwała się na równe nogi…
- Jak to, przecież jeszcze jedna klepsydra się nie przesypała… Może i przysypiałam, ale zobacz, piasek się sypie, powoli, równiutko. To dopiero pierwszy pojemniczek…
- Pierwszy? Niemożliwe… Zobacz, już mój ulubiony seryjal brazylijski się zaczyna. Musi być po szesnastej. Co z tą klepsydrą? Niech no zobaczę… O w mordę, gówno…
- Ależ jak ty się przy damie wyrażasz? Przestań, bo tak nie wypada…
- Gówno, gówno, gówno… Co jest do cholery..? KAMYYYK!!! Jesteś gdzieś..?
- Jestem panie, w czym rzecz..?
- Co za gówno tkwi w tym chronometrze?
- Zaraz, zaraz… tak… To gówno… Cosik otworek zapycha…
- A skąd toto się tu znalazło, co..? Możesz to jakoś wytłumaczyć…
- Bo ja… ten, no… dobrze chciałem…
- Dobrze?? Gadaj czem prędzej, bo cię każę wychłostać…
- Bo jak brat jaśniepana na wojaże zagraniczne do Gruzyi powędrował, to się u nas Alik ostał… Deszcz poszedł wtedy wieczorem tak okrutny, że nie śmiałem zacnego zwierzątka na dwór wypuścić. I mu piaseczek z klepsydry do kuwetki wsypałem…
- No a potem? Nie kupiłeś nowego, tylko z tym gównem do środka z powrotem dałeś? Niech ja cię tylko dorwę…