Miasto nasze widzę wielkie…

- Rany, jaki tu spokój, cisza…
- No cisza… Czy pomyślałbyś jeszcze ze kilka lat temu, że TU, przy TEJ uliczce będzie tak spokojnie…? Ach, co za czasy nastały… Idę po następnego browarka…. zapodać i tobie..?

Odpowiedzi nie było, ale i pytanie było retoryczne. Wiadomo - jak się siedzi przy jednym stoliku, to nie wypada tak brać tylko dla siebie. Kolejkę ja, kolejkę ty, i czas leci miło i spokojnie. Rozgarniając nogami sterty uschłych liści przekroczyłem ulicę 3 Maja i przeciskając się przez rzędy stolików przed jedną z licznych knajpek zbliżałem się powoli do dystrybutora z piwem. Ileż uroku dodają niezebrane liście tej uliczce - pomyślałem. Tak, poszerzenie chodników i zasadzenie drzew to był strzał w dziesiątkę. Niby cienia tu nie brakowało nigdy - przecież zarówno po jednej jak i drugiej stronie ciągną się rzędy wysokich budynków, zasłaniające przez większość dnia najjaśniejszą gwiazdę na naszym niebie - ale ten zapach lipowych kwiatów w upalne letnie dni… Od razu piwo smakuje tak, jakby zaprawić je odrobiną świeżutkiego miodu… Prosto z ula…

- Dwa razy to samo - nie musiałem tego mówić, facet nalewał piwo zanim jeszcze stanąłem przy jego stoliku. - I jak zwykle dopisać do zeszytu? - usłyszałem w odpowiedzi. Dobre… :-) , a jak może być inaczej, przecież zapomogę dostane dopiero za tydzień. Pokiwałem głową, uśmiechając się kącikiem ust. Jak zwykle piwa było więcej niż powinno być, wiedzą jak dbać o klienta… stałego klienta. Zawsze przecież mogę iść gdzie indziej. Wracałem powoli do stolika, znowu rozgarniając sterty uschłych liści. Stawiałem już kufel na stoliku, kiedy do moich uszu dobiegł dziwny dźwięk. Dziwny nie tylko dla mnie, bo ucichły wszelkie rozmowy i wszyscy zaczęli spoglądać w górę ulicy…

Znałem ten dźwięk. Inni najwyraźniej też, stąd też na ich twarzach malowało się tak wielkie zdziwienie. Samochód, na naszym deptaku..? Co prawda mimo poszerzenia chodników zostało miejsce na przejazd dla samochodów, ale poza karetkami nikt od wielu lat z 3 Maja w ten sposób nie korzystał. A i karetki zapuszczały się tu bardzo rzadko.

Hałas stawał sie coraz większy. Widzieliśmy już nawet tumany kurzu i wzbijające się w niebo liście, poruszone pędem jadącego wozu. Co za wariat zdecydował się tu zapuścić? Co go pchnęło w te zapomniane chyba przez wszystkich miejsce? Samochód zatrzymał się tuż obok naszych stolików, mieliśmy więc nadzieję poznać odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytania.

- Dobrze trafiłem? Szukam jakiegoś zamku, ponoć jeszcze niedawno mieścił sie w nim Dom Polonii czy coś w tym rodzaju…
Barman pogłośnił muzykę, wszyscy wrócili do swych porzuconych na chwilę zajęć. Gry w karty, kości, picia piwa…
- Źle trafiłem, nie możecie mi pomóc..? Błąkam się już po autostradzie ze cztery godziny i za każdym razem trafiam nie w ten zjazd… Czy ktoś mi powie, w którym kierunku muszę pojechać..?
Nie lubiliśmy takich natrętów. Wpadnie taki na godzinkę i myśli, że mu wszystko wolno… Bo ma kasę i zagramaniczny wóz… Przez takich właśnie staliśmy się zapomnianym przez świat miejscem… Wygody im się kiedyś chciało, korki w mieście im przeszkadzały. Jakby jeździli autobusami czy koleją, a nie wozili tyłków w samochodach, to żadna obwodnica czy autostrada by im nie była potrzebna.

- Panie, daj pan spokój… - powiedziałem - trafiłeś dobrze, mamy tu zamek. To znaczy mieliśmy. Nie, no znowu bzdury gadam, coś tam jeszcze se pan obejrzy…. Ale to co było tam wartościowe, tośmy dawno już z niego wynieśli.
- Tylko uważaj pan, żebyś cegłą w głowę nie oberwał - krzyknął ktoś z drugiej strony ulicy…
- To on w takim złym stanie, że i mury sie sypią? - spytał gość…
- Nie, mury to są, panie, solidne… Toć to stara, fachowa robota… Ale małolaci polują tam na jeleni z kasą. Młodzież musi się przecież wyszaleć.

Przy wszystkich stolikach wybuchł niepohamowany śmiech. Gość, jakby trochę zmieszany, wsiadł czym prędzej do samochodu. Ciekaw byłem, czy zawróci, czy jednak pojedzie na ten nasz zamek… Zawrócił, jednak nie chciał ryzykować. Ta… Tylko zorganizowane grupy, a takich jest może z jedna na pięć lat, decydują się na spacer po zamkowych komnatach. ;-) W kupie zawsze raźniej… i bezpieczniej, co najważniejsze…

- Dobrze, że wybudowali nam ta autostradę, nie..? Spokój mamy, ciszę… Drzewka tak ładnie rosną…
- No, i jakoś tak przestaliśmy się gdziekolwiek spieszyć.
- Chyba, że po kasę z zapomogi.

Wybuchnęliśmy obaj śmiechem.
- Zdrówko, Czesiu…
- Zdrówko Pablo

Tagi: , ,

Jedna odpowiedź do “Miasto nasze widzę wielkie…”

  1. Ja mówi:

    Niezła wizja. Moze sie spelni?

Napisz odpowiedź