Studenckie rymy…

Tak troszkę po to, żeby odejść od poważnego tonu moich wynurzeń opowiem Wam dziś historyjkę, która pozwoli dostrzec, jak wielki potencjał literacki drzemie w naszych polskich studentach. I to nie tylko studiujących kierunki kojarzące się z czystością i pięknem ojczystego języka. :-)

Wszyscy, którzy zetknęli sie z życiem studenckim wiedzą, jak ważnym okresem w ciągu roku akademickiego jest czas tzw. juwenaliów. Każda uczelnia stara sie nadać tym kilku dniom swoja własną, niepowtarzalną nazwę, np. ursynalia, pułtuskalia. Zawsze będzie kojarzyło się to z zabawą, imprezami, luzem. I choć sesja zagląda przez ramię, nikt nauką się nie przejmuje. Zapomina się o książkach, kolokwiach, zaliczeniach, egzaminach… Niektórzy zapominają, jak wrócić do własnego domu. ;-) Każdy bawi się tak, na ile go stać. Finansowo, duchowo i fizycznie.

Oprócz imprez organizowanych przez całą społeczność danej uczelni każdy z wydziałów czy roczników stara się zabłysnąć czymś oryginalnym, własnym. Efekt zależy od inicjatywy młodych ludzi i warunków, w jakich przyszło im żyć. Miasteczko studenckie na warszawskim Ursynowie, gdzie przyszło mi spędzić kilka lat mego życia, warunki do zabawy miało wyśmienite. Rozległe tereny zielone wspaniale nadawały sie do organizacji całodobowych harców przy ognisku. Co prawda były problemy z opałem, ale zawsze udało sie poświecić jakiś stary mebel ;-) by blask ognia oświecał nas do samego rana… Ach… wspominać te dni mogę godzinami, ale nie o tym przecież miałem pisać…

Na wspomnianym miasteczku znajduje sie wiele akademików. Domów Studenckich. Eden, Dendryt, Bazyliszek, Cezar, Hilton, Adara… Może o jakimś jeszcze nie pamiętam… Było tego tyle, że nawet w każdym nie byłem… ;-) Ich mieszkańcy w czas Ursynaliów także mocno rywalizowali ze sobą. Chcieli być lepsi od innych we wszystkim.

Pamiętam dzień, kiedy pomiędzy oknami Edenu (w którym mieszkałem) pojawił się transparent ośmieszający mieszkańców znajdującego się na przeciwko akademika. Ponieważ większość lokatorów rajskiego domu studentów to byli mężczyźni, nie dziwmy się treści hasła wypisanego na wywieszonej połówce prześcieradła:

Lepiej zwalić sobie gruchę, niż z Bazyla mieć dziewuchę…

Nasza radość z dowcipnego i mocnego “dowalenia” sąsiadom nie trwała długo. Minęło może z pięć minut, gdy ujrzeliśmy na oknach Bazyliszka coś, co zwaliło nas z nóg i odebrało chęć do dalszej “konwersacji”.

Już powiadał święty Łukasz: “Ręką chu…a nie oszukasz”…

W każdym społeczeństwie znajdują się osobniki, których umiejętności i wiedza znacznie przewyższają stawiane przed nimi oczekiwania. Należy tylko pozwolić się im wykazać i nie ograniczać ich “twórczości”… Popatrzcie na siebie i swoich znajomych. Może stworzeni są nie do tego czym sie zajmują?

Swoją drogą ciekawe, kim są dziś autorzy tych przytoczonych rymowanek? Czy pokończone kierunki studiów pozwoliły im pielęgnować też te ich literackie umiejętności..? 8-)

Tagi: ,

Napisz odpowiedź