Pierwsze dni szkoły mamy już dawno za sobą. Naładowani energią uczniowie znów zmierzą się ze swoimi nauczycielami. Nauczycielami, którzy nie zawsze dysponują wachlarzem metod i środków, za pomocą których mogą stawić czoła swym podopiecznym.
Bo szkoła to już nie tylko instytucja oświatowo-wychowawcza zajmująca się kształceniem i wychowaniem w państwie czy siedziba (budynek) tej instytucji oraz jej uczniowie i personel. To także - coraz częściej - arena, na której po przeciwnych stronach stają nauczyciele i ich uczniowie. I walka wcale nie toczy się o to, że pierwsi na siłę chcą “wcisnąć” wiedzę do głów tym drugim. Tragizm sytuacji polega na tym, że nauczyciele walczą o swój honor, dobre imię, czasem nawet zdrowie czy życie, a państwo nie daje im żadnych środków do obrony. Nie dość, że nie daje, to także odbiera - odbiera cień szansy, jakim w moim przekonaniu mógłby być program Zero tolerancji dla przemocy w szkole.
Może i program nie do końca spełnia wymagania wszystkich. I wprowadzany nie przez tego, kto cieszyłby się jakimś poparciem czy zaufaniem. Ale nie oszukujmy się - z zasady jest to program, który prędzej czy później ale w naszych szkołach MUSI zagościć. Młodzi ludzie, którzy rozpoczynają edukację w gimnazjum są naprawdę zdolni do wszystkiego. Ośmieszyć, poniżyć, zgwałcić, zabić… Wiem, że nie wszyscy, co więcej, wiem też, że tacy są w mniejszości. Ale są i należy w jakikolwiek sposób z nimi walczyć. A co teraz, w tych naszych demokratycznych czasach może nauczyciel?
W moich czasach, gdy chodziłem jeszcze do podstawówki był pewien nauczyciel od muzyki. Niestety nie żyjący już Pan Mroczkowski. Jak usłyszał, że ktoś z “jego” klasy (choć nie tylko) coś przeskrobał, to najpierw kazał nadstawiać “karczycho” i sprzedawał po sznapsie, a dopiero potem pytał, o co chodzi… Nie raz i nie dwa poczułem ciężar jego ręki na swym karku. Cóż, młodość ma prawo się wyszaleć. Ale nauczyciel był od tego, by sprowadzić nas na ziemię, nawet w sposób gwałtowny i czasem bolesny. A teraz… Takie zachowanie nauczyciela z pewnością skończyłoby sie zawiadomieniem do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Bo rodzić nie życzy sobie, by ktokolwiek w jakikolwiek sposób wymierzał kary jego “dzidziusiowi”. Szczególnie cielesne. Sami nie zajmują się wychowaniem swych dzieci, to i nikt inny nie będzie się do tego mieszał. I tu tkwi problem. Rodzice nie wychowują, bo zabiegani, ciągły brak czasu, nie widzą, że z ich dzieckiem dzieje sie coś złego. Idą “po bandzie”, poddając się bezwolnie pędzącemu w zatrważającym tempie życiu. A ci, co z racji wykonywanego zawodu mają czas, by zaobserwować, czy z danym młodym człowiekiem nie dzieje się coś złego, nawet jak jakieś niepokojące symptomy zaobserwują nie mogą zrobić nic… No, prawie nic… Zawiadomią rodziców, ale… czytaj wyżej… Mogą rozmawiać, przekonywać, straszyć… Mowa-trawa… Bajer bongo… Słownik polskiego slangu zna wiele określeń na takie “pogaduszki”… I co jeszcze mogą? Obniżyć ocenę z zachowania? Postawić jedynkę? Lub się załamać. ![]()
Coraz częściej mamy do czynienia z sytuacjami, gdzie nauczycielami zostają ludzie naprawdę przypadkowi… Studia skończone, na chleb trzeba jakoś zarobić. I nie ma co się dziwić, że potem kosze na śmieci lądują na ich głowach. Swoją drogą akurat ten problem łatwo rozwiązać. Wstawia się do sal mniejsze kosze lub w tych większych należy wspawać na krzyż dwa pręty. Głowa się nie przeciśnie…
I koszt wdrożenia jaki mały… Ale to tylko pozorne działania, które tak naprawdę problemu nie rozwiążą. Powinniśmy dać nauczycielom możliwość działania, jakiegokolwiek sposobu obrony… Jak nasi politycy mają to gdzieś, to my, jako rodzice którym zależy na tym, żeby nasze dzieci wyniosły ze szkoły coś więcej niż tylko umiejętność walki, dosłownej walki o swe życie czy zdrowie, powinniśmy zgodzić się na to, by w razie konieczności nasz syn czy córka pokornie schylili głowę przed swym nauczycielem. Nie w geście składania hołdu czy wyrażenia szacunku. Mają tak robić by wiedzieli, że zawsze, gdy zrobią źle - czeka ich za to zasłużona kara.
Chcemy, by szkoła nauczała i wychowywała? Wielu jest jeszcze takich Panów Mroczkowskich, którzy z nawet największych oponentów są w stanie “zrobić ludzi”. Dajmy im na to szansę. Chylę czoła przed Panem, Panie Mroczkowski…
Cześć jego pamięci…
Tagi: szkolnictwo, szkoła