Dom Polonii - dla kogo..?

Od dłuższego już czasu nosiłem się z myślą podzielenia się z Wami moimi przemyśleniami na temat Domu Polonii w Pułtusku. Artykuł, jaki ukazał się w ostatnim (37) numerze Polityki ostatecznie umocnił mnie w przekonaniu, że nadzieje, jakie wiązali z nim mieszkańcy naszego miasta od roku 1989, czyli roku, w którym pułtuski zamek oficjalnie zaczął pełnić rolę domu wszystkich polaków mieszkających poza granicami swej ojczyzny, mają wreszcie szansę się ziścić.

Nasze oczekiwania na szybki rozwój Pułtuska jako miasta obleganego przez turystów nigdy nie były bezpodstawne. Bo mamy się czym pochwalić… Ale sam fakt “posiadania” nie zachęci turystów do odwiedzenia właśnie naszego miasta. Bo czy posiadamy coś tak unikalnego, żeby nie można było zobaczyć tego gdzie indziej? Żeby choć kilku turystów, którzy mieli okazję nas odwiedzić, mogli opowiadać o tym z wypiekami na twarzy swoim znajomym? Niestety nie. Brak jakichś zdecydowanych działań promocyjnych ze strony włodarzy naszego miasta przekreśla szansę na to, by było o nas głośno… Na szczęście nie ostatecznie.

Bo są instytucje, którym zależy na tym, by ktoś o nich słyszał i do nich przyjeżdżał. Jedną z nich jest nasza Akademia Humanistyczna - nie wiedząc czemu, w przytoczonym artykule nazwana po staremu Wyższą Szkołą Humanistyczną. Powód jasny - czym o niej głośniej, tym większa szansa, że trafi tu ktoś głodny wiedzy. Przy okazji promocji uczelni zyskuje i miasto, bo słowo “Pułtusk” jest z nią siłą rzeczy mocno związane. ;-) Drugą taką instytucją jest właśnie Dom Polonii. W momencie jego powstania, w odczuciu lokalnego społeczeństwa - i chyba nie tylko lokalnego, miało być to miejsce promocji polskiej kultury, miejsce, do którego drzwiami i oknami będą “waliły” rzesze polonusów z całego świata. Zostawiając przy okazji w barach, restauracjach, dyskotekach, dancingach itp. miejscach przynajmniej część pieniędzy ze swych wypchanych do granic możliwości portfeli. Ile takich miejsc w naszym mieście od 1989 roku powstało? Kanjp co prawda klika jest, ale nawet jak są, to stanowią problem dla mieszkających w ich okolicach upierdliwych emerytów i rencistów (vide: Głośna Kamienica). Tak na marginesie: ostatnio spotkałem w naszym mieście panie z Rosji, które zapytały mnie, gdzie mogą usiąść sobie wieczorkiem przy dobrej kawce i kawałku jakiegoś ciasta. Hm… ja po takich lokalach nie “chadzam”, ale może kawiarenka przy Bazylice? Niestety, czynna tylko w weekendy - usłyszałem. To w Rynku są jakieś cukiernie, powiedziałem. Tak, ale niestety - wieczorem też już nie czynne. Do San Armando za daleko, a zamkowe kawiarnie nie na ich kieszeń. No i co zabłąkany turysta może tu robić? ;-) Ale wracając do DP… W ostatnim czasie tych imprez, które mają nam przybliżyć polską kulturę jest naprawdę jakby więcej. Albo dopiero zacząłem je dostrzegać. Fakt, moją uwagę zwracają raczej imprezy plenerowe, typu piknik średniowieczny, czy lata 20 - 30-te, które ostatnio mieliśmy okazje podziwiać. One sprawiają, że wiemy, że zamek żyje, działa i choć w części realizuje pokładane w nim nadzieje. Tyle tylko, że tak naprawdę, to jest to instytucja nastawiona nie na szerzenie kultury lecz na zarabianie na konferencjach, weselach, bankietach i innych imprezach dla różnych grup.

Nie ulega wątpliwości, że pieniądze na działalność DP muszą się “skądś” brać. Dobrze, że część jest sobie w stanie zapewnić sam zamek, organizując szereg imprez dla wszystkich, którzy są gotowi za nie zapłacić. Ale postawa niektórych członków Stowarzyszenia Wspólnota Polska, które jest de facto właścicielem zamku, woła o pomstę do nieba. Dla nich wyraźnie liczą się tylko i wyłącznie pieniądze. I przez nich szansa na to, aby można było oddać turystom do dyspozycji obiekt usytuowany pod płytą zamkowego dziedzińca, przypominający wikiński skansen w brytyjskim Yorku, może pozostać jeszcze jedną niezrealizowaną szansą. Bo dla nich rozpoczęcie robót archeologicznych wiąże się z ryzykiem obniżenia dochodów. Wszak dziedziniec zamkowy też jest wykorzystywany jako miejsce organizacji ich “górnolotnych” imprez. Prezesowi warto by przytoczyć cel, jaki stowarzyszenie sobie założyło:

“Celem Stowarzyszenia jest zespolenie wysiłków w umacnianiu więzi Polaków zamieszkałych za granicą i Polonii z Ojczyzną i jej kulturą narodową oraz niesienie pomocy w zaspokajaniu różnorodnych potrzeb Polaków z zagranicy i Polonii”.

Pewnie nie wierzy on w to, że Polacy za granicą mają potrzebę poznawania naszej przeszłości… A otworzenie pułtuskiego skansenu byłoby atrakcją nie tylko w skali regionu, ale także i świata. Komu więc nasz Dom Polonii ma służyć? Stowarzyszeniu, głodnemu chyba tylko kasy, czy społeczeństwu? Bo jak temu drugiemu, to może wreszcie czas na zmianę właściciela…

Jak nie macie zamiaru pomagać Domowi Polonii w wykorzystywaniu swych szans, to chociaż mu nie przeszkadzajcie…

Tagi: ,

Jedna odpowiedź do “Dom Polonii - dla kogo..?”

  1. DP mówi:

    Zgadzam się z artykułem w 100%, z jedną małą uwagą, że DP nie dość że utrzymuje się sam, to jeszcze pomaga Polonii na wschodzie (stąd też ma niewiele funduszy na organizowanie imprez “dla miasta”)

    To może warto by zastanowić się nad zmianą właściciela zamku tak, by ten nowy więcej kasy mógł zostawiać tu, w Pułtusku..?

Napisz odpowiedź