Czy jeszcze komuś w tym kraju zależy na czymś więcej, niż tylko na wygranej w wyborach partii, za którą gotów oddać życie, niż na dobrej i dobrze płatnej posadce, niż na układzie, w którego kręgu można czuć się jak pączek w maśle?
O co mi chodzi? Mianowicie o to, że zastanawiam się, czy jeszcze słowo “ojczyzna” coś dla kogokolwiek znaczy… Czytam tak sobie wiersze naszych narodowych wieszczów (a, natknąłem sie przypadkowo w necie…
) i nie mogę jakoś dopuścić do siebie tej myśli, że mógłbym czuć do kraju taką samą tęsknotę jak oni… Co prawda czasy były kiedyś inne, znacznie inne niż obecnie, ale ojczyzna chyba była taka sama… Nie w sensie terytorialnym czy politycznym, ale w dosłownym znaczeniu tego słowa. Dla jednych ojczyzną jest Kraków, dla innych Warszawa, dla jeszcze innych Pułtusk. Dla wszystkich wspólną ojczyzną powinna być Polska. I czy chcemy tego czy nie, powinniśmy robić wszystko, by nie rzucać jej pod nogi żadnych kłód, nie piętrzyć na jej drodze zbędnych trudności. To taki nasz obywatelski obowiązek, wszak żaden przyzwoity i szanujący się człowiek nie robi nic przeciwko swej rodzinie… Zdarzają się oczywiście patologie, gdzie dziecko zabija swego rodzica, rodzic dziecko… w najlepszym przypadku skaczą sobie do gardeł z zaciekłością wygłodzonych drapieżników. Ale z tym powinniśmy walczyć, osobno i razem - jako społeczeństwo.
Ale czy stać nas na tęsknotę za ojczyzną? Ja nie mogę sobie tego wyobrazić, ale przecież stale jestem tu, w swym rodzinnym mieście, Pułtusku. Co prawda, kiedy byłem studentem i mieszkałem w Warszawie, nie mogłem doczekać się weekendów, kiedy wracałem na swe “stare śmieci”. Warszawa nie była miastem dla mnie, w żaden sposób nie wiązałem z nią swej przyszłości. Wybrałem moje małe miasto, ale miałem to szczęście, że wtedy kiedy było trzeba znalazłem tu dla siebie pracę. Stolica oferowała dużo większe zarobki, możliwość wspinania się po szczeblach kariery, ale cena, jaką trzeba było za to płacić, była dla mnie zbyt duża. Dziś nie wiem czy był to wybór dobry, jednak mam pewność, że swój czas, który miałbym spędzać w podróży do swego domu, który byłby de facto tylko sypialnią, wykorzystałem najlepiej jak mogłem. Poświęciłem go swej rodzinie. Dla moich dzieci jest czymś naturalnym, że mają dwoje rodziców i nikt z nich nie jest w domu tylko gościem, nadrabiającym zaległości wychowawcze w weekendy czy święta.
Ale to, że tu jestem to żadna zasługa mego miasta. Ono nic mi nie dało, nie daje i zapewne nie da. Gdybym musiał je opuścić, nie czułbym żadnego żalu. No, może z powodu rodziny i przyjaciół, których nie mógłbym mieć blisko przy sobie.
Podobny pogląd wyrażają tysiące młodych Polaków i Polek… Co więcej, na poglądach tylko się nie kończy. Oni decydują się na wyjazd, nie tylko ze swej “małej ojczyzny”, swego rodzinnego miasta, ale również z tej ojczyzny “dużej” - z Polski. Czy oni czuja tęsknotę za swym krajem? Wątpię, bo co on im oferuje? Nic. Zupełnie nic. Jakby było inaczej, to by z niego nie wyjeżdżali. I wcale nie zanosi się na to, żeby miało być lepiej. Rozpoczynająca się kampania pokazuje, że politycy nadal nie mają młodym ludziom nic do zaoferowania. Chcą zdobyć naszą przychylność tylko poprzez wytykanie błędów przeciwników i obnażając ich układy, nieczyste powiązania, “złą” przeszłość…
Może to i dobrze… Wszyscy stąd kiedyś wyjedziemy, zostawiając naszych polityków sam na sam z ich kłótniami i waśniami. Nie będzie miał kto i dla kogo tu pracować. Znikną więc fabryki, szpitale, szkoły i domy. Pozostanie tylko okrągły cyrk i… pola i łąki zielone… Wtedy dopiero będziemy wracać tu z utęsknieniem… Aby odpocząć na łonie przyrody i popatrzeć choć chwilę na ten cyrk… Jak się sam będzie w stanie wyżywić.
Tagi: parlament
wrzesień 15, 2007 @ 5:59 pm
Przepraszam Pablo, ale nie bardzo rozumiem tego Twojego rozdwojenia jaźni.
To co napisałeś powyżej nijak się ma do tego co napisałeś dzień później, tj. 13 września o 14:21 na forum pułtuszczak.pl a dotyczyło to wyborów do sejmu i senatu. Wypowiadasz się tak:
I se potem pacanie tłumacz, że to nie TY to wybierałeś, tylko ONI… (…) Dla nich Anglia i Irlandia stoją otworem, zawsze znajdą się gary do pozmywania. I wtedy będziecie sie cieszyć, żeście bogaci i szanowani… A kraj, który macie w du…ie, zostanie daleko i na pewno do was nie zatęskni…
PS. Proszę Pablo o radę. Mam 25 lat, wyższe studia. W Polsce złożyłem CV, proponują mi pracę z dojazdem za 1500 netto. W mojej specjalności pracownicy w Anglii są bardzo poszukiwani. Tam też od razu dostałem pracę z 2500 funtów na początek. Ale muszę się tam stawić przed wyborami. Nie wyobrażam sobie, żebym nie wziął w nich udziału. Pablo. Co robić? Doradź.