Jak sobie pościelesz…

Mojemu najlepszemu koledze ze szkolnych lat…

Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że każda decyzja, którą w życiu podejmujemy, ma ogromny wpływ na na naszą przyszłość. Pół biedy, gdy wszelkie konsekwencje tych działań, szczególnie te złe, dotykają tylko naszej osoby. Gorzej, gdy krąg rażenia rozszerza się także na inne osoby…

Kiedy układamy sobie życie, staramy się kierować rozsądkiem, częściej jednak idziemy za głosem serca. Mężczyźni podążają także często za głosem innego swego organu, który z założenia służy zupełnie innym celom. :-) Często bywa tak, że wieloletni związek z kobietą, z którą snuliśmy plany na przyszłość, często nawet bardzo odległą, bo aż po grób, jesteśmy w stanie przekreślić w ciągu sekundy. Bo nagle na drodze stanie nam kobieta nowa, nieznana, pełna tajemnic. To nic, że ona spojrzy na nas dopiero wtedy, gdy zmienimy samochód na lepszy - w końcu by ją zdobyć, jesteśmy w stanie położyć wszystko na jednej szali, nawet wtedy, gdy po drugiej stronie został nasz honor, nasza uczciwość, nawet nasze całe dotychczasowe życie…

Po latach rozumiemy, że droga, którą zdecydowaliśmy się podążyć, nie jest tą drogą, o jakiej przez całe życie marzyliśmy. Powracamy wtedy w myślach do tamtych lat, gdy był przy nas ktoś inny, ktoś, kto pozwalał decydować nam samym o sobie, pozwalał robić to, na co właśnie mieliśmy ochotę, nawet wówczas, gdy nasze potrzeby odbiegały właśnie w tej chwili znacznie od jej potrzeb. Mogliśmy bez przeszkód pozwalać sobie na małe kłamstewka a nawet większe kłamstwa. Bo ta osoba wiedziała, że faceci są z Marsa (patrz poprzedni wpis)…

Teraz mkniemy przez życie z osobą, która wie lepiej czego i kiedy chcemy, wie lepiej kiedy i gdzie możemy spotkać się ze swymi znajomymi, a o spotkaniach w większej grupie - czyli ze znajomymi wraz z ich rodzinami - możemy raczej zapomnieć. Zatraciliśmy własne JA, gdzieś daleko w tyle zostawiliśmy wszystko, na co przez długie lata ciężko pracowaliśmy. I w głębi duszy pragniemy powrotu na wcześniej wytyczony tor, ale kierownica nie tkwi już w naszych rękach. W momencie, kiedy zdecydowaliśmy się przekreślić nasz poprzedni związek oddaliśmy ją w ręce naszej nowej wybranki, a ona dzierży ja tak mocno, że my możemy być tylko i wyłącznie pokornym pasażerem. I ja wcale się temu nie dziwię. Bo czy można ufać komuś, kto w jednej sekundzie był w stanie puścić w niepamięć siedmioletni związek, związek - jak się wydawało - aż po grób? ;-)
Ale może warto nieraz wrócić do tych poprzednich lat. Nie tylko w myślach - tak realnie, namacalnie. Może warto nieraz poprosić tą nową partnerkę, choćby na kolanach, by zachowała się od czasu do czasu jak człowiek. By pokazała, że nie jesteśmy dla niej tylko portfelem, że liczą się dla niej nasze uczucia, potrzeby, chęci. A jak nie zechce? No cóż, pozostaje pokornie spuścić głowę lub… pokazać, że ma się jeszcze ikrę, żeby nie napisać brzydko jaja… :-) I jak jej nie pasuje nasze towarzystwo, to pokazać, że bez niej też można się bawić. Bo nam, TWOIM kolegom, ona do niczego nie jest potrzebna. Szczególnie wtedy, gdy chcemy się spotkać w miłym towarzystwie i bez skrępowania rozmawiać na każdy temat.

A czy są z tego jakieś korzyści? Oczywiście, że są. Była dziewczyna mojego dawnego najlepszego kumpla jest teraz moją najlepszą kumpelą. Można pogadać z nią na każdy temat, wypić od czasu do czasu jakieś dobre winko. Gdyby została jego żoną, może w ogóle byśmy się nie spotykali..? Bo przecież istnieje prawdopodobieństwo, że to on chroni żonę przed swymi kolegami, urywając wszelkie spotkania towarzyskie na szczeblu “rodzinnym”. Piwko z kolegami - od wielkiego dzwonu - owszem, spotkania w towarzystwie żon - nigdy. Może boi się, że ktoś z nas podjedzie lepszym samochodem? Eeeee, przecież nas zna, więc chyba nie… Wolę trwać w przekonaniu (być może mylnym), że to wszystko JEJ wina. Wtedy mogę myśleć, że ten mój kumpel jest taki jak dawniej, tylko ONA nie wypuszcza go z tego pędzącego, kierowanego przez siebie pojazdu…

Jak sobie posłałeś, tak teraz śpisz.

Tagi: ,

Odpowiedzi: 13 do “Jak sobie pościelesz…”

  1. siupla mówi:

    Pablo po przeczytaniu Twojego artykuliku postanowiłam,że napiszę coś od siebie. Byłam z chłopakiem,któremu poświęciłam najlepsze lata swojego życia.Jak to w związkach - bywało różnie, raz lepiej,raz gorzej.Rozstawaliśmy się na dłuższe i krótsze okresy, ale mój błąd polegał na tym,że po pierwszym rozstaniu pozwoliłam mu wrócić.Teraz wiem, że “nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”.Wtedy myślałam,że jest sens odbudować to co legło w gruzach. Odbiło się to na mnie w późniejszym okresie.Tkwiłam w toksycznym związku i nie potrafiłam odejść.W końcu człowiek przyzwyczaja się do drugiej osoby.Toleruje jej słabości i łudzi sie tym, że będzie lepiej, ale życie bywa czasami okrutne.Mój (były) facet, którego traktowałam również jako swojego przyjaciela, który znał moje problemy i słabości…odwrócił się ode mnie, bo znalazł sobie inny obiekt zainteresowania.Nie mam żalu za to że odszedł, ale uważam że po tylu latach należały mi się jakieś wyjaśnienia???On jednak myślał inaczej.Jedyne co potrafił zrobić to wykrztusić z siebie okrutne słowa:”Jak na Ciebie patrzę to tęsknię do…”.Mam nadzieję,że jak teraz na nią patrzy to nie tęskni do mnie :-) (lub innej).Wtedy nie mogłam zrozumieć wiele rzeczy,ale teraz jak wspomnę sobie “urocze” lata naszego związku to dziękuję mu w tym momencie za to,że odszedł. Życzę mu by był szczęśliwy tak jak ja jestem w tym momencie i aby nikt nie potraktował go tak jak on potraktował mnie. Jedynie czego żałuję to to, że ktoś chciał mu sprzątnąć mnie sprzed nosa,ale ja miałam “oczy szeroko zamknięte”

  2. Pablo mówi:

    Wiesz co siupla, po tym, co napisałaś, zaczynam podejrzewać, że się dobrze znamy… :-) A jak jesteś z Pułtuska, to chyba nawet na pewno… że się tak wyrażę… Ale oczywiście mam prawo się mylić.

  3. siupla mówi:

    A ja jak czytałam historię opisaną przez Ciebie to tak jak bym czytała o sobie :-). Moze i masz rację,być może się znamy? :-) Pułtusk jest w końcu małym miasteczkiem…

  4. ktoś mówi:

    Jak to czytam to jak by o mnie ale ja nie chodziłem z Tobą do szkoły.

    Kto wie..? Ja nie wiem, kim Ty jesteś, może więc jednak …

  5. Rybka mówi:

    Bardzo mi się podobało to co napisałeś ale nie warto wtrącać się w czyjeś życie.ODPUŚĆ!!

  6. Pablo mówi:

    Pewnie, że nie warto i nie chcę tego robić… Chcę tylko zwrócić czyjąś uwagę na fakt, że jest tak jak jest i że MY, jego kumple, patrzymy na to z boku i wyciągamy pewne wnioski. ON nie musi wcale nas słuchać… ;-)

  7. nieznajoma mówi:

    Wiesz pablo tak naprawdę nie można z góry kogoś oceniać i skazywać na potępienie. Czytając pomyślałam sobie, że może to wcale nie jej wina ale was “kolegów” jak o sobie mówiecie. Może to właśnie wy nie daliście jej szansy i od razu ją skreśliliście z listy waszych przyjaciół. Może nie spełniała waszego wyobrażenia o “żonie waszego kolegi”, a może była inna niż wy, a może dlatego że wasz kolega chciał spędzić swoje życie włąśnie z nią a nie z tą która jest teraz twoją kumpelą. Tak naprawdę miałeś rację jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. Ale nie pomyślałeś że takie życie odpowiada twojemu koledze, i tak naprawdę to nie twoja sprawa. Zastanów się czy ty jesteś taki fajny jak ci się wydaje i czy masz prawo osądzać czyjeś wybory. Jestem ciekawa jak ty sobie “pościeliłeś” Może lepiej zacznij pisać na swój temat.

    Pewnie, że o sobie też będę pisał, w końcu dopiero się rozkręcam. :-) A w swym tekście nikogo w żaden sposób nie skazałem na potępienie, ja tylko stwierdziłem pewne fakty. Przedstawiając je z mojego, a więc subiektywnego, punktu widzenia. Nie trzeba się z nimi zgadzać, nikogo do tego nie zmuszam. Ale, zaręczam, nie jest to tylko i wyłącznie moja ocena…. Coś w tym więc jednak musi być…

  8. siupla mówi:

    Uwierz ,że oni akurat dali jej szansę, ale ile można znosić fochy naburmuszonej damy? ona w niczym od nich nie jest lepsza a tak właśnie traktowała jego towarzystwo. Co najmniej jakby była księżniczką….A nie pomyślałaś że ona nie chce spotykać się w towarzystwie, w którym jest jego była dziewczyna? To właśnie ona skreśliła to towarzystwo. Nieznajoma piszesz…”Może nie spełniała waszego wyobrażenia o “żonie waszego kolegi”, ona nie musi spełniać niczyich wyobrażeń, tym bardziej jego kolegów. Piszesz również: „Ale nie pomyślałeś że takie życie odpowiada twojemu koledze, i tak naprawdę to nie twoja sprawa.”
    Być może Pablo wiedział o pewnych rzeczach ?….skoro pozwolił sobie na taki a nie inny artykuł…( być może odpowiada albo i nie odpowiada takie życie)jego koledze…Jakbyś uważnie czytała stronę to byś wiedziała, że zaczął pisać właśnie od siebie…

  9. nieznajoma mówi:

    trafna uwaga, może rzeczywiści ona nie chce spotykać się w towarzystwie w którym jest jego była dziewczyna. Sama bym nie chciała znależć się w takiej sytuacji ani na pewno nikt z was. Myślę że najlepiej jak każdy zajmie się własnymi sprawami i uwagi tego typu lepiej zostawić dla siebie, gdyż sam nie wiesz co sądzą o tobie inni. A oceniając ciebie na podstawie tego co wypisujesz nie jesteś zbyt wartościowym człowiekiem z którym ktoś by chciał się przyjaźnić, lubisz plotki i pomówienia. Myślę więc, że to twój kolega odsunął się od ciebie bo do niego poprostu nie pasujesz. Gdyż on sam najwyraźniej na twój tekst nawet nie odpowiedział

    Nie odpowiedział bo nie czytał… Zaganiany człowiek z niego. ;-) Tak mnie przynajmniej zapewniał jeszcze dwa dni temu. Ale mam nadzieję, że jak przeczyta, to coś od siebie dorzuci, może odwagi mu nie zbraknie… Zresztą nie miałem zamiaru zmuszać go do komentowania czegokolwiek. Ot, taki wpisik na moim skromnym blogu…

  10. siupla mówi:

    Nie możesz mnie oceniać po tym co piszę, a przyjaciół to mam wielu…Nie boję się słów krytyki, nie twierdzę że jestem osobą bez wad i idealną… bo taka nie jestem…jak byś mnie znała osobiście to możesz dopiero ocenić czy jestem osobą wartościową. Wiesz zastanawia mnie fakt że piszesz: „Myślę więc, że to twój kolega odsunął się od ciebie bo do niego poprostu nie pasujesz. Gdyż on sam najwyraźniej na twój tekst nawet nie odpowiedział.”
    A na który tekst przepraszam miał odpowiadać? Myślę, że to Ty jesteś to osobą o której jest ten tekst i boli Cię prawda. Nie możesz się z nią pogodzić.

  11. nieznajoma mówi:

    byłam kiedyś w podobnej sytuacji i wiem jak to jest. dlatego uważam, że najlepiej znaleźć sobie takich przyjaciół którzy nie będą stronniczy i nie będą stać tylko po jednej ze stron. nalepiej znlaeżć sobie przyjaciół całkiem nowych i wspólnych dla obydwojga

    jesteśmy w stanie położyć wszystko na jednej szali, nawet wtedy, gdy po drugiej stronie został nasz honor, nasza uczciwość, nawet nasze całe dotychczasowe życie… To cytat z tekstu, który komentujemy. I właśnie on chyba zrobił tak jak piszesz, zostawił w znacznej części całe swe “poprzednie” życie za sobą. Razem z kolegami, ale tak na prawdę do końca tej pępowiny przeciąć nie potrafi…

  12. siupla mówi:

    to może być wyjście z sytuacji… :-)

  13. juba mówi:

    Wiesz co Pablo współczuje Ci miec takiego kolegę, który jest strasznym egoistą,myślącym tylko o sobie.Nie umiejącego docenić tego co miał. Teraz to Wy powinniście sie zastanowić czy macie ochotę sie z nim spotykać bo najwyraźniej woda sodowa uderzyła mu do głowy!!! I wiesz myślę, że lepiej miec jedna taką kumpele co masz niż dziesięciu kolegów takich jak on. Pozdrawiam pa

Napisz odpowiedź