Szczęśliwy ten, kto nie ogląda telewizji, nie czyta gazet… nie mieszka w Polsce. Mój znajomy przez dwa tygodnie spędzone nad gorącym (bo nie Polskim) morzem czynił wszystko, by nie zerkać na polską prasę czy nie oglądać (nawet nie polskich) wiadomości… Ale i tak przelatywały mu przed oczyma znane słówka: Lepper, twins, teletubbies… To wszystko to teraz coś bardziej kojarzącego się z Polską niż biało-czerwona flaga czy orzeł na czerwonym tle. A przecież mamy szansę stać się krajem znanym, krajem, o którym będzie mówił chyba każdy na świecie, a przynajmniej ta część, która bez futbolu żyć nie może. Choć z drugiej strony, czy to Euro nam wypali czy nie, to i tak o nas będzie głośno. W pierwszym przypadku jednak będziemy z tych głosów dumni – w drugim, niestety, mniej. Więc może warto zamieść pod dywan jakieś-tam niesnaski i zażalenia i zabrać się wreszcie do roboty? Czas ucieka, roboty nie ubywa, a na scenie politycznej… jak zwykle.
Czas polowania na kaczki już dawno się rozpoczął, większość zwykłych obywateli już ma dosyć tych biegających z dubeltówką po naszej umęczonej ziemi. Tym bardziej, że jednocześnie starają się oni robić i za myśliwego, i za swego psa… A trudno jest tak celować, szczególnie, gdy ma to przynieść jakiś pożądany skutek, gdy piana z pyska cieknie, a oczy zachodzą krwią.
I kiedy już tak to polowanie trochę przygasło, kaczuszkom zaczęły odrastać piórka na popalonych prochem kuperkach, nagle okazało się, że od samego początku chowały się one za swym największym wrogiem. Wrogiem znanym z dawien-dawna, wrogiem tak zajadłym, że nawet w bajkach stare kwoki bały się wspominać o nim swym małym pisklaczkom. Z ukrycia wyszedł LIS… Dostojny, z wysoko uniesioną kitą – choć też w znacznym stopniu przypaloną ogniem strzelniczego prochu. Kaczki wpadły w popłoch, lecz dojrzały, że ten chyba nie jest taki straszny. A on po prostu nie wie, kogo ma atakować. Czy tych, którzy strzelali do niego, gdy stanowił tarczę dla biednych kaczuszek, czy też te ptaszki, które teraz, pozbawione ochrony, mogą stać się łatwym łupem drobniejszych, lecz nie koniecznie mniej drapieżnych, zwierzątek. Instynkty jednak są silniejsze niż rozum… Kazały lisowi rzucić się na kaczki… W końcu to i wróg znany jak rodzina i siedlisko jego jak własny, rodzinny dom. Nie na darmo lisek służył za tarcze przez kolejne miesiące, nie na darmo…
Kiedy już zwierzęta miały rzucić się sobie do gardeł, wciągając w wir walki znajdujące się nieopatrznie na arenie mniejsze ssaki, gryzonie i owady, zjawił się nieoczekiwanie mały, nic nie rozumiejący chłopiec. A może dziewczynka? Wszystko jedno… Z bajek czytanych mu przed snem przez ukochaną babcię wiedział, że niektóre zwierzęta potrafią być okrutne, ale wiedział też, że nie prowadzą one ze sobą otwartych wojen. Od czasu do czasu lisek zje kaczuszkę, kaczuszka robaczka…. ale wojna.? Co to to nie… I słabym głosikiem, prawie płacząc wyszeptał..: PLiS no… Może inni też to powtórzą i nastanie wreszcie spokój…